Przyznam się przed Ojcem

Katecheza dla dzieci – Przyznam się przed Ojcem

Misiu, w Ewangelii na dzisiejszą Niedzielę jest mowa o wierze. Myślę, że człowiek będzie w różny sposób doświadczany przez świat, ale nie ma się bać – ma zawierzyć Bogu.

Jako ludzie wierzący mamy bać się tego, który kradnie naszą duszę i serce. Nie mamy się bać Boga. Naszym zadaniem jest to wszystko, co mówi nam Ewangelia, rozgłaszać każdemu człowiekowi, wszędzie i na każdy możliwy sposób. Potrzebna jest nam do tego odwaga. Człowiek wiary ma przyznać się do Ojca i dać świadectwo Ewangelii. Jeśli tego nie zrobi, Chrystus zaprze się takiego człowieka przed swoim Ojcem. Chcę dać przykład, że się da, że to nie tylko słowa – dowodem i wiarygodnym świadkiem niech będzie bł. Piotr Jerzy Frassati, włoski tercjarz dominikański, błogosławiony Kościoła katolickiego, patron tegorocznego wakacyjnego wyjazdu dzieci. Na portalu Apostol.pl znalazłem historię o Frassatim: „Tak się bowiem dziwnie złożyło, że Piotr miał wprawdzie rodziców chrześcijańskich i wzrastał w środowisku chrześcijańskim, ale rodzina jego nie należała do doskonałych. Jego rodzice: Alfred – znany polityk, właściciel liberalnej turyńskiej gazety i Adelaida Ametis – artystka malarka, niestety nie stanowili dobranego małżeństwa. Pier Giorgio urodził się 6 kwietnia 1901 roku. W 17 miesięcy później przyszła na świat siostra Piotra – Luciana. Rodzeństwo bardzo się kochało. Rodzice sami nie zajmowali się szczególnie wychowaniem swoich dzieci, chociaż chcieli, aby były wychowane w duchu chrześcijańskim. Gdy Piotr miał 6 lat do domu Frassatich zaczął przychodzić katecheta, aby uczyć dzieci religii. Przekazywane prawdy wiary robiły na chłopcu duże wrażenie, coraz bardziej brał je sobie do serca. Gdy Piotr przyjął Pierwszą Komunię świętą, jego wiara rozgorzała żywszym jeszcze płomieniem. Pragnął on codziennie przystępować do Komunii świętej, czemu ostro sprzeciwiała się jego matka. Na domowników nie mógł liczyć. Umówił się więc z ogrodnikiem, że ten będzie budził go wcześnie rano, aby mógł pójść na Mszę świętą.

Piotr nie miał wybitnych uzdolnień, ale był pracowity i obowiązkowy. Po zdaniu matury w 1918 roku zapisał się na Wydział Mechaniczny Politechniki w Turynie i studia kontynuował bez większych trudności. Nadto dużo czytał i to literatury poważnej. Jego marzeniem była praca wśród robotników. Jak każdego młodego chłopca interesowały Piotra dziewczęta. Jedną ze swych koleżanek ze studiów obdarzał żarliwym uczuciem. Myślał o małżeństwie. Zdając sobie jednak sprawę z tego, że rodzice nie będą przychylni wybranej przez niego dziewczynie i nie chcąc jej komplikować życia, potrafił opanować to uczucie, chociaż bardzo cierpiał z tego powodu. Ale może właśnie ta zdolność zapanowania nad uczuciami erotycznymi stała się siłą napędową jego wielkich osiągnięć na polu praktycznej miłości bliźniego. Piotr był nie tylko wspaniałym kolegą, za którym przepadało towarzystwo rówieśników, ale i wypróbowanym przyjacielem biedaków. Widząc nędzę dzielnic robotniczych Turynu, aktywnie przeciw niej działał. Odwiedzał chorych, kwestował na ulicach na rzecz potrzebujących, rozdawał wszystkie swoje oszczędności, a nawet własną garderobę. Korzystał z wpływów, aby załatwić pracę bezrobotnym. Organizował manifestacje, aby przeciwstawić się faszystowskiej wizji państwa totalitarnego. Był katolikiem świadomym i konsekwentnym, stojącym mocno przy Kościele. Tę owocną i obiecującą pracę przerwała niespodziewanie śmierć. Chorował krótko, tylko 6 dni. Akurat kończył studia, 29 czerwca w dzień imienin poczuł się źle. Ponieważ jednak chorowała babcia i wszyscy byli zajęci jej ciężkim stanem, nikt nie zwrócił uwagi na jego niedomagania. On nie chciał nikomu robić kłopotu swoją osobą. Przez pierwsze trzy dni starał się jeszcze normalnie pracować, chociaż czuł się bardzo źle. Czwartego dnia choroby musiał się już położyć. Spóźniona diagnoza lekarska odkryła chorobę Heinego-Medina, niestety nie było już ratunku. 4 lipca 1925 roku Piotr już nie żył. Szczególnie te ostatnie dni pokazały kim był: jak bardzo opanowany, pobożny i świadomy obecności Boga. Jak bardzo potrafił cierpieć w milczeniu. Jego siostra w książce poświęconej świętemu bratu napisała: “Nie rozumieliśmy, nie zauważyliśmy, jak wspaniałym człowiekiem był mój brat”. Wiadomość o śmierci Piotra obiegła dosłownie całe Włochy. Dzień pogrzebu 6 lipca zgromadził na ulicach Turynu olbrzymie rzesze ludzi: kolegów, przyjaciół, biedaków, polityków. Dopiero wtedy zdziwiona rodzina dowiedziała się, kim był ich syn i brat. Wspaniały towarzysz i kolega, oddany syn Kościoła, człowiek wielkiego serca, po którym płakali biedacy Turynu jak po stracie najbliższej osoby. Ojciec święty Jan Paweł II określił wyniesionego na ołtarze Piotra Jerzego Frassatiego: “nadzwyczajna zwyczajność” i “człowiek ośmiu błogosławieństw”. Był młodzieńcem, który przekuł bogactwo młodości w świętość”.

To nasze ostatnie przed wakacjami spotkanie z Misiem Zdzisiem i Owieczką Magdą. Ale nie jest to ostatnie spotkanie z Panem Jezusem. W Ewangelii mówi nam, że musimy pamiętać o Jego obecności w naszym życiu, że nie możemy zapominać o modlitwie oraz o niedzielnej Mszy. Wyjedziemy na pewno w różne miejsca, ale powinniśmy pamiętać, żeby znaleźć tam kościół i być na Mszy świętej. To będzie nasze wakacyjne zadanie. Jezus mówi nam jeszcze o jednej ważnej rzeczy. Powiedział, żeby przyznawać się do Niego przed innymi. Kiedy potrafimy znaleźć czas, żeby porozmawiać z Bogiem pomimo dobrej zabawy, wtedy przyznajemy się do naszej wiary. Jezus zawsze się do nas przyznaje, bo zawsze nas kocha. Każdego z osobna. Dlatego my nie zapominajmy o naszej miłości do Niego, jak to czynił patron zbliżających się „Wakacji z wartościami”. ks. Marcin